Rzecz o walce z upałem, okupacji na wysokości i Tatrach, które się w końcu pokazały.
Wystąpiłam w roli lanej kluski, gotującej się w garze z pomidorową. Żar buchał, buty dymiły, powietrze parzyło. Piękna widokowo wyprawa na Koziarza wycisnęła z nas litry potu. Jednak było warto dać się przeczołgać. Zdecydowanie.
Pomysł na wejście na Koziarza zrodził się w czasie wyprawy życia, czyli maszerowania Głównym Szlakiem Beskidzkim. Nie wiedziałam wtedy, co to za góra zwieńczona daszkiem wieży. Później szlakowskazy na trasie w okolicach Dzwonkówki poinformowały mnie, że to Koziarz. Pomyślałam wówczas, że warto tam się kiedyś wybrać.
Wpływ na wybór Koziarza miały również obecne warunki atmosferyczne – wszechpotężny upał. Trasa z Tylmanowej na mapie nie wydawała się długa, a co najważniejsze, w większości biegła przez las. A nie ma nic lepszego niż cień drzew, gdy żar leje się z nieba.
Jak zwykle bawiąc w Beskidzie Sądeckim, stacjonujemy w Piwnicznej. Do Tylmanowej, leżącej na styku Beskidu Sądeckiego i Gorców, dojeżdżamy samochodem. Początkowy plan zaparkowania przy sklepie spalił na panewce. Teren rozkopany z uwagi na przebudowę drogi i budowę nowego mostu na potoku Ochotnica. Fuksem udaje nam się zostawić auto przy placu budowy (za zgodą uprzejmego pana inżyniera). Tuż przy placu mijamy szlakowskaz Lubań 3 h. Czy to ten z Głównego Szlaku Beskidzkiego? Owszem.
Przechodzimy przez Dunajec, a potem, kierując się zielonym szlakiem, przez osiedle domków (ze szkołą i zagadkowym sklepem z modą góralską), pola i łąki. Tempo mamy znakomite, bo chcemy, jak najszybciej dotrzeć do lasu. A w lesie już na powitanie czeka nas mozolne podejście. Takich ostrzejszych odcinków będzie kilka. Generalnie zielony szlak w stronę Koziarza oznacza ciągłe nabieranie wysokości. W normalnych warunkach podejście nie byłoby takie męczące, jednak, gdy temperatura sięga 34 stopni w cieniu, pot zalewa oczy (aż szczypią). Trudy rekompensują piękne widoki, które można podziwiać z łąk i polan. Widać nawet Tatry! W czasie naszych wypraw to rzadkość- zawsze gdzieś się chowają.
Po niecałych dwóch godzinach marszu docieramy w okolice niewybitnej Jaworzyny (936 m n.p.m.). Znajdują się tutaj: drewniany schron, stół i ławki, można więc wypoczywać i podziwiać widok na Beskid Sądecki. Skręcamy w lewo kierując się żółtym szlakiem, biegnącym z Łącka w stronę Dzwonkówki. Stąd do Koziarza już tylko kwadrans. Mijamy szlaban (nareszcie ktoś pomyślał, żeby ukrócić rajdy motocrossów i quadów). Po prawicy towarzyszą nam piękne panoramy Beskidu Sądeckiego i płotek.
Wreszcie jesteśmy u celu. Koziarz (942 m n.p.m.) jest Koziarzem w sumie przez pomyłkę – to wynik błędu na współczesnych mapach. Grzbiet przez wieki nazywany był Suchym Groniem. Mnie bardziej podoba się nazwa Koziarz. Wieża widokowa na szczycie powstała w ramach projektu realizowanego prze gminę Ochotnica Dolna. Ma swoje siostry, a oto ich lokalizacje: Lubań, Groń i Polana Magurki.
By wspiąć się na wieżę, musimy pokonać 138 stopni (w cieniu). Choć na trasie nie spotkaliśmy nikogo, na wieży widokowej na szczycie zrobiła się spora frekwencja. Jest nawet mały problem z poruszaniem, bo grupa rozsiadła się na podłodze tarasu widokowego. Cytat z okupantów: zaanektowaliśmy przestrzeń. Z wieży podziwiać można widoki na Beskid Sądecki, Gorce, Pieniny i Tatry.
Do Tylmanowej wracamy tą samą drogą. Samochód, choć zakurzony, czeka na nas w jednym kawałku. Nie miał styczności z żadną ciężarówką ani walcem.
Tylmanowa-Jaworzyna – 2 h,
Jaworzyna-Koziarz – 15 min,
Koziarz-Jaworzyna- 10 min,
Jaworzyna-Tylmanowa – 1 h 10 min

