Makowica, czyli pętla na szyję

Rzecz o tym, że chodzenie „jak szlak przykazał” bywa zgubne, a krok w upale trwa wieki.

Jeśli chcesz usmażyć karkówkę bez rozpalania grilla, zapytaj, kiedy bierzemy urlop… Żar w pakiecie gwarantowany. Wyprawa na Makowicę miała być ucieczką przed słońcem. Krótka trasa, niezbyt wymagająca, a przy okazji odświeżę sobie wspomnienia z Głównego Szlaku Sudeckiego – taki był zamiar. Wejście na szczyt i skromna pętelka wokół górki okazały się raczej pętlą na szyję. Spacerek w wersji morderczej, iron, strong, killer, czołg i przeczołg. Góra, dół, góra, dół, góra, dół… I gdzie tu logika? Slalom gigant po Makowicy, wokół Makowicy, nad Makowicą, pod Makowicą… A wystarczyło nie trzymać się szlaków. 

Plan był jak zwykle ambitny. Jedziemy pociągiem z Piwnicznej do Rytra, bo warto być eko, wspierać przewoźnika i te sprawy. Jednak o poranku ambicje jeszcze śpią, zmieniamy pociąg na auto i zostawiamy za sobą ślad węglowy wielki niczym dawne złoża na Górnym Śląsku. Może kiedyś się zrehabilitujemy?

Auto zostawiamy w centrum Rytra i, po przejściu mostu nad Popradem, rozpoczynamy żmudne podejście. Czerwony odcinek dzisiejszej wyprawy to część Głównego Szlaku Beskidzkiego. Od początku robi się stromo, jeszcze nie zdążyliśmy minąć osiedla Zazamcze i już zadyszka. Z każdym krokiem mam coraz więcej podziwu dla dawnej siebie. Jak ja dałam radę dojść tą trasą aż do Krynicy?! Teraz po 20 minutach pot zalewa mi oczy.

Na pocieszenie z wysokości podziwiać możemy zamek w Rytrze, który obecnie wyłączony jest ze zwiedzania z powodu trwających prac konserwatorskich. Różnica od razu zauważalna. Od czasu naszego ostatniego pobytu w Rytrze, wieża zyskała czapeczkę. Chwila odpoczynku dla wyrównania oddechu i idziemy dalej. Jak ja mogłam uznać ten szlak za łatwy? Jęki, sapanie i świsty. Nie ma co się dziwić: wystartowaliśmy z 340 metrów n.p.m. a jesteśmy już na 650. Z przeciwnej strony schodzą mężczyźni z wielkimi plecakami. Zapewne wędrowcy GSS, którzy nocowali w schronisku „Cyrla”.    

Zdyszani mijamy kilka budynków ukrywających się pod nazwą Za Halą. Tutaj leniwie płynie czas w rytm leżaka i hamaka. Co robić, gdy poleżeć nie można? Trzeba iść dalej. Na szczęście cienisty las ma swój urok, a po kwadransie widokami podbudowuje nas polana Kretówki. Podziwiać stąd możemy: dolinę Popradu, Beskid Wyspowy i Gorce.   

Po widokowych Kretówkach znów zagłębiamy się w las. Tak stromo jak do tej pory już nie będzie, ale jednak wciąż w górę. Jeszcze 100 metrów przewyższenia przed nami. Po 40 minutach (tempo mamy powolne) docieramy wreszcie do schroniska, a raczej Górskiej Chaty Cyrla. Tylko myśl o zimnej lemoniadzie trzyma mnie przy życiu. Po schronisku spaceruje w sposób niezwykle dostojny lokalny psiak. Nigdy wcześniej nie widziałam tak eleganckiego stawiania łap.

Komu w drogę, temu ciężar na plecy. Idziemy w stronę Rozdroża pod Makowicą. Przerzucamy się z koloru czerwonego na niebieski (szlakowskaz Barcice 2 h 45 min). Systematycznie nabieramy wysokości, a końcowy odcinek podejścia na Makowicę to kolejny wyciskacz potu.  

Wreszcie jesteśmy na szczycie Makowicy (948 m n.p.m.). To nasze pierwsze wejście na tę górę. Mogłoby nam to wystarczyć, ale ambicja budzi się chyba ze wzrostem temperatury. Po co wracać tą samą drogą, skoro wcześniej zaplanowaliśmy pętelkę? Analizując mapę, stworzyłam plan: z niebieskiego przerzucimy się na żółty i żółtym wrócimy na czerwony. Pięknie to wygląda na mapie. Jednak nogi są innego zdania, a córka zabija mnie wzrokiem.

Niebieskim szlakiem schodzimy w dół w stronę doliny Życzanowskiego Potoku, przez las i polanę ze zdradzieckim sianem, które okazuje się równie śliskie jak śnieg w Tatrach. Zataczając się zataczamy łuk w kierunku Pomakowicy/Podmakowicy i, ku rozpaczy Nataszy, zaczynamy znów bardzo stromo piąć się w górę – powracamy na Makowicę drugim jej stokiem. Logiki w tym nie ma. Z 948 metrów zeszliśmy na 600, by następnie wspiąć się na 800. Efekt? Córka twierdzi że ostatni raz z nami poszła w góry. Jeśli więc nie chcecie popełniać naszego błędu, w okolicach polany z podstępnym sianem są dwa miejsca, w których można zawczasu zboczyć ze szlaku niebieskiego i w zaledwie kilka minut dostać się na żółty (bez zabójczego zejścia i morderczego podejścia, które zajmują blisko godzinę).    

Przechodzimy przez osiedle Makowica, położone na południowym stoku Makowicy. Chwila wypłaszczenia i oddechu. i znów pod górę po betonowych płytach do połączenia ze szlakiem czerwonym.

Na Kretówkach przyspieszamy kroku. Na horyzoncie widać burzowe chmury. Ucieczka się udaje. Do samochodu docieramy mokrzy jedynie od potu. Deszcz nas ominął.   

Rytro-Kretówki – 1 h 20 min,

Kretówki-Chata Górska Cyrla – 40 min,

Chata Górska Cyrla-Rozdroże pod Makowicą – 25 min,

Rozdroże pod Makowicą-Makowica – 20 min,

Makowica-Podmakowica – 40 min (wieczność),

Podmakowica-droga do Cyrli – 1 h (końca nie widać),

droga do Cyrli (rozejście szlaków)-Rytro – 45 min