Bawiąc kolejny raz w Piwnicznej, trzeba się nieźle nagimnastykować, by znaleźć miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy. Dzisiaj wybór padł na słynącą z wyciągów Wierchomlę. Trasa niezbyt długa, więc w sam raz na rozruch.
Auto zostawiamy na bezpłatnym (w okresie letnim) parkingu w Wierchomli Małej. Nie mamy z tym żadnego problemu, bo frekwencja znikoma. W tej przepięknie położonej miejscowości, pośród gór, w dolinie potoku Mała Wierchomlanka, działa wyciąg, więc jeśli ktoś chciałby zostać wwieziony na górę, to może skorzystać. Taka przyjemność kosztuje 44 zł (w dwie strony) i 34 zł (w jedną stronę). Czy dacie wiarę, że podczas naszych wspólnych wypadów w góry, jeszcze nigdy nie skorzystaliśmy z tego rodzaju dobrodziejstwa? Nasze nogi i tym razem dla nas zaoszczędziły.
Pierwszym celem dzisiejszej eskapady jest Bacówka nad Wierchomlą. Najkrótsze podejście wiedzie czarnym szlakiem. Przed nami mozolne dreptanie w górę. Na odcinku 2 kilometrów musimy pokonać 300 metrów przewyższenia. To jednak pierwszy dzień w Beskidzie Sądeckim, więc jeszcze jesteśmy pełni werwy, zapału i całkiem świeżutcy.
Nasza trasa wiedzie początkowo asfaltem pośród ostatnich zabudowań, a później ścieżką przez las. Oprócz nas, nikt nie podąża w tym kierunku. Pierwszych turystów – podwójną rodzinę – spotykamy dopiero na pierwszej z polan. Dochodzi wtedy do podwójnej dziecięcej wywrotki. Wiadomo, zdobywanie gór oznacza czasami bliskie i całościowe spotkania z podłożem.
Po ponad godzinnej wędrówce (zaparkowaliśmy na początku miejscowości) docieramy wreszcie do schroniska/Bacówki nad Wierchomlą. Pięknie położony obiekt z oszklonym tarasem, na którym można jeść i podziwiać, to dawny spichlerz, przeniesiony tutaj ze Złockiego i przebudowany. Widoki trochę nam przeszły koło nosa. Chmurzą się nieco (wszystko przez to, że tak bardzo chciałam uniknąć słońca). Gdy tak sobie siedzimy, kontemplujemy chmury i widoki (głównie na pasmo Radziejowej), delektując się regeneracyjnymi lodami, dochodzi do starcia właścicieli psów. Wielki gabaryt podpadł małemu gabarytowi. Pech chciał, że właściciel mała gabarytu okazał się ukrytym mundurowym, bo straszył właścicieli dużego gabarytu mandatem.
Pobyt w Bacówce skłonił mnie do głębokiej biznesowo refleksji. Gdyby tak pokątnie, cichcem zza krzaka sprzedawać nasze wspaniałe wypieki? Na górce ceny za niewielki kawałek ciasta to kilkanaście złotych. Nasze dzieła tez niczego sobie, więc myślę, że miałyby branie.
Przed nami najciekawsza część wyprawy. To znaczy byłaby najciekawsza, gdybym nie uciekała przed słońcem. Ucieczka okazała się tak skuteczna, że częścią grzbietową (niebieskim szlakiem) idziemy w chmurach. Z widoków podziwiać możemy ostry cień mgły lub prace eksponowane w ramach Szlaku Sztuki, zorganizowanego przez Fundację KarpatArt. Natomiast polany, którymi wędrujemy – Długie Młaki i Wyżne Młaki to pozostałość po pasterskiej działalności Łemków, dawnych mieszańców okolic.
Na Wyżnich Młakach (900 m n.p.m.) działa wyciąg krzesełkowy. To ten, którym wzgardziliśmy. Na Wielką Pustą, nasz kolejny cel mamy 2,4 kilometra. Mijamy starą kapliczkę pod Jaworzynką. Za kratami znajduje się drewniana płaskorzeźbą św. Wendelina, patrona pasterzy. Wnętrze jednak tonie w ciemnościach, więc rzeźby nie widać.
Na stoku Jaworzynki szlakowskaz informuje nas, że działa tu Wyciąg Płatek. Na Wielką Pustą pozostało nam pól godziny. Za chwilę zrobi się nieco mniej spacerowo i trasa nabierze zdecydowania (by nabierać wysokości). Nie wiedzie już szeroka droga, lecz leśna ścieżką. Na rozdrożu porzucamy niebieski kolor na rzecz ścieżyny. Jak informuje tabliczka, na szczyt zostało nam już tylko 5 minut.
Pierwszy w tym sezonie szczyt Beskidu Sądeckiego – Pusta Wielka mierzy 1061 metrów n.p.m. Wierzchołek mamy na wyłączność. Coraz rzadziej można sobie pozwolić na taki luksus. W pobliżu szczytu znajduje się mała grota, a tuz przy naszej dalszej trasie Rezerwat Przyrody Wierchomla, który obejmuje fragment północnych zboczy Pustej, porośniętych starodrzewem bukowo-jodłowym. W górnych partiach zboczy, wśród lasu, znajdują się liczne skalne wychodnie piaskowców i zlepieńców oraz źródła dające początek potokowi Pusta.
Ze szczytu schodzimy początkowo czarnym szlakiem wiodącym do Żegiestowa, by po 10 minutach porzucić go na rzecz czerwonej ścieżki, która poprowadzi nas do Wierchomli. Momentami będzie widokowo!
Po przekroczeniu potoku Wierchomlanka, znów idziemy asfaltem. Na trasie byłam o krok od kradzieży. Koniecznie chciał do nas dołączyć mały psiak. Aż piszczał żeby go zabrać z posesji i spakować w plecak. Jak to na każdym kroku człowiek musi walczyć z pokusami. Po chwili Wierchomla Wielka staje się Małą, a my docieramy do auta. Bez psa.

