Jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Ośmielona sukcesem na GSB, idąc za ciosem, postanowiłam przejść kolejną słynną trasę – Główny Szlak Sudecki. I znów w wersji all inclusive, czyli dla burżujów, z podobną taktyką i mottem, że wiele zawdzięczam mężowi. Dzięki temu, że Piotrek woził bagaże, nie musiałam dźwigać ciężkiego plecaka. Gdy ja wyruszałam z punktu A do punktu B, on dojeżdżał do punktu B. Tam na parkingu zostawiał auto i szedł w moim kierunku. Spotykaliśmy się w bardziej lub mniej umówionym miejscu na szlaku. Jak zwykle wyprawie towarzyszył dreszczyk emocji, niepewności, a na koniec radość z osiągniętego celu. Choć GSS jest o wiele bardziej cywilizowany niż GSB, nie ma w sobie dzikości, tajemniczości, wyczynowości poprzednika (za to tony asfaltu, które potrafią zabić), uważam, że warto go przejść. Poznacie mnóstwo ciekawych historii i zobaczycie wiele pięknych miejsc, do których będziecie chcieli wracać!
Dzień II: Polana Izerska-Szklarska Poręba (Górna) (15,5 km)
Rzecz o modzie na Koronę Gór Polski, romansach cietrzewi, strzelankach w kamieniołomie oraz szerokich widokach na przyszłość.
Mmmmmm… Pyszne śniadanie serwowane w pensjonacie Mimoza, ze względu na wyjście na trasę, podane dla nas wcześniej. Burżujstwo pełną gębą. Niestety, to jedyny tego typu przypadek przez całą wyprawę Głównym Szlakiem Sudeckim. Później musieliśmy radzić sobie sami. Delektujemy się wiec chwilą, a potem w drogę!
Piotrek, jadący autem z punku A (Świeradowa) do dzisiejszego punktu B, czyli Szklarskiej Poręby, zatrzymał się przy nowo powstałych apartamentach z szyldem Biały Kamień, by mnie wyrzucić. Czule się żegnamy, czym najwyraźniej wzbudzamy zazdrość panów poprawiających kostkę. – Tu nie wolno parkować! – krzyczą z daleka. – Mąż zaraz odjeżdża – odkrzykuję z bliska i już wiem, że dzisiaj panom robota nie będzie szła. Taki mój dyskretny urok czarownicy.
Ulicą Leśną, a potem Kilińskiego – mijając z daleka wszechobecny Sky Walk i śnięte pod drzewem konie – powracam na niebieski szlak, który doprowadzi mnie do Polany Izerskiej i GSS. Oczywiście oznacza to dodatkowe kilometry. Gdybym nie schodziła ze szlaku, tylko spała w schroniskach, nie musiałabym nadrabiać drogi. Jednak dla ciepłego prysznica po całodziennej wędrówce jestem w stanie zrobić wiele. Nic na to nie poradzę, że poranną kawę kocham bardziej niż śmierdzące skarpety chrapieńców i upoceńców. Dość tych zapachowych zwierzeń, wracajmy na szlak!
O tej porze ludzi na trasie niewiele. Po drodze mijam tylko dwie dziewczyny zmierzające na Halę Izerską. Cywilizowana trasa, blisko uzdrowiska, a właśnie tutaj udało mi się znaleźć JEDYNĄ na całej trasie GSS poziomkę (pycha). Kolejny zaskok. Życiową nowością było wyminięcie jeżdżącego sprzętu do produkcji szlakowego kruszywa. Panowie wrzucają do pojemnika duże kamienie, a ten wypluwa szuter.
Po ponad godzinie od startu docieram do porzuconego wczoraj czerwonego szlaku (GSS). Znów jestem na Polanie Izerskiej. Dawniej stała tu gospoda, którą uwielbiali odwiedzać kuracjusze. Z myślą o ich upodobaniach wybudowano widokową Nową Drogę Izerską, dochodzącą do Starej Drogi Izerskiej (właśnie tą trasą częściowo dotarłam). Przed wojną miejsce to nosiło nazwę Kammhäuser, czyli Drwale, ponieważ zamieszkiwali je, co za zaskoczenie… właśnie drwale. Dzisiaj stoi tu wiata z apteczką oraz szlakowskaz z błędem. Wychodzi na to, że wszystkie drogi prowadzą do Świaradowa. Przez chwilę poczułam się wyrwana z kontekstu.
Dalsza część trasy wiedzie łagodnym stokiem Podmokłej, Szerzawy i Rudego Grzbietu. Kiedyś można było przejść przez ich wierzchołki, jednak GSS zmienił bieg, by chronić cietrzewie. Mapa informuje mnie, że idę Białą Drogą. Skąd taka nazwa? Czyżby można dostać tutaj białej gorączki? Otóż nie. Sieć dróg w górach oznaczona była przez leśników kolorami w celach orientacyjnych. To leśnik może się zgubić we własnym lesie? Zaskoczeń ciąg dalszy. O stopniu ucywilizowania tych terenów i braku dzikości niech świadczy choćby fakt, że właśnie mija mnie tir wiozący drewno. Co na to cietrzewie?
Kolejnym punktem na trasie jest Mokra Przełęcz, czyli podmokłe szerokie siodło, obecnie suche jak wiór na skutek suszy. Dzisiaj też słońce daje popalić – na niebie ani jednej chmurki. Mijając myśliwskie ambony (co na to cietrzewie?), docieram do Rozdroża pod Kopą. Dopiero tutaj spotykam pierwszych turystów.
Przecinam żółty szlak, którym można zajść do Chaty Górzystów albo Rozdroża Izerskiego. Nie w głowie mi zbaczanie. Idę dalej za czerwoną farbą w najwyższe partie Gór Izerskich. Według szlakowskazu, na Wysoki Kamień pozostały dwie i pół godziny marszu, a do naszej bazy w Szklarskiej Porębie – dodatkowa godzina. W okolicach przełęczy, w postaci kikutów drzew, widoczne są ślady klęski ekologicznej z ubiegłego wieku, gdy kwaśne deszcze zniszczyły las. Na szczęście wyrasta młode pokolenie iglastych następców.
Przede mną niezbyt męczące podejście na Sine Skałki (1122 m n.p.m.), drugie pod względem wysokości wzniesienie w Górach Izerskich (inne szczyty sinieją z zazdrości). Sine Skałki to wspaniały punkt widokowy, ponieważ nie odrosły jeszcze drzewa po klęsce ekologicznej. Można stąd podziwiać Halę Izerską, Stóg Izerski, Smrek, a nawet odległy Ještěd, górujący nad Libercem w Czechach.
Po sesji zdjęciowej wyruszam na Przednią Kopę (1114 m n.p.m.), trzeci co do wysokości szczyt Gór Izerskich. Zdobywam go niemal nieodczuwalnie. W okolicach Wysokiej Kopy, najwyższej w Górach Izerskich robi się nieco ludniej. Wiele zmieniło się od czasu, gdy z Piotrkiem zdobywaliśmy szczyty Korony Gór Polski. Wtedy mało kto o Koronie słyszał, teraz dla większości turystów to punkt honoru. Mieliśmy to szczęście, że w 2017 roku mogliśmy dotrzeć na właściwy wierzchołek Wysokiej Kopy. Teraz ścieżka jest zamknięta, a słup z oznaczeniem (Wysoka Kopa 1126 m n.p.m.) oraz pieczątką znajduje się przy szerokiej drodze czerwonego szlaku. Szczyt wpisany jest także na listę Diademu Polskich Gór.
Po kilku minutach docieram do wiaty, gdzie robię postój. To właśnie stąd prowadziła ścieżka na wierzchołek Wysokiej Kopy. Teraz ustawione są tablice z zakazem. Wszystko po to, by nie zakłócać amorów cietrzewiom. We wiacie spotykam ojca z dwoma synami, którzy właśnie zbierają pieczątki do książeczki Zdobywców KGP. Jutro planują wejść na Śnieżkę,
Porzucam cień, wychodzę w skwar. Na pocieszenie wkrótce spotykam Piotra, idącego ze Szklarskiej Poręby. Z głównej drogi schodzimy na leśną ścieżkę. W porównaniu z dotychczasowym traktem, wreszcie jakaś dzikość – czego reprezentantem jest żmija zygzakowata. Ścieżka doprowadza nas do Szklarskiej Drogi vel Starej Drogi Celnej, która kiedyś była jednym z najważniejszych traktów komunikacyjnych w Górach Izerskich. Wiodła do komory celnej, a potem łączyła huty szkła.
Gdy docieramy na Rozdroże pod Izerskimi Garbami, to znak, że już niebawem naszym oczom ukaże się nieczynna Kopalnia Kwarcu „Stanisław”. Krajobraz jak z „Mad Maxa” albo westernu. Nic dziwnego, że właśnie tutaj strzały ćwiczył Bogusław Linda w „Zamachu na papieża”. Najwyżej w Polsce położona kopalnia wcina się w stoki Izerskich Garbów, a kto się zna na kamieniach i lubi szukać, może znaleźć prawdziwe skarby: kryształ górski, hematyt, piryt czy fluoryt. A kto się zna na górach, może podziwiać przepiękną panoramę i zabawić się w rozpoznawanie szczytów.
Dalej idziemy Szklarską Drogą u podnóży Zwaliska, zwieńczonego malowniczymi skałkami. Zupełnie inaczej zapamiętałam tę trasę. Przed laty było bardziej zielono. Teraz upalne słońce powoduje, że wszystko jest prześwietlone. Według szlakowskazu, jesteśmy na idealnej wręcz wysokości 1000 metrów, możemy więc organizować drugi Zjazd Gnieźnieński.
Mijamy Zawalidrogę (1025 m n.p.m.), o czym informuje drewniana tabliczka przymocowana do pnia drzewa. Zawalidroga to siedmiometrowa formacja skalna, ostaniec, który – jak nie trudno się domyśleć – leży sobie w najlepsze niemal na ścieżce.
Przed nami Duży Wysoki Kamień (1050 m n.p.m.), zaświadcza o tym papierowa kartka przyczepiona do drzewa. A na Wysoki Kamień już tylko skok. Jesteśmy na wysokości 1058 metrów n.p.m. Wysoki Kamień to jeden z najlepszych punktów widokowych na Karkonosze. Widzimy cały grzbiet, począwszy od Szrenicy, przez Śnieżne Kotły, aż po Śnieżkę – nasz plan na jutro. Na szczycie znajduje się schronisko. Sporo się zmieniło od naszego ostatniego pobytu. Budowana wówczas wieża widokowa została ukończona. Niestety, nadzieja na obiad prysła – nie ma zupy, jest piwo. Powodem braku są problemy z dostępem do wody.
Do Szklarskiej Poręby (Górnej) pozostało nam już tylko 45 minut. Z Wysokiego Kamienia schodzimy zboczem grzbietu do Białej Doliny. To właśnie tam położona była tętniąca życiem osada, która dała początek całemu miastu. Zejście jest dość długie, ale z pewnością zazdroszczą nam osoby sapiące w przeciwnym kierunku. Spotykamy małżeństwo, którego szlakowe motto brzmi: Daleko jeszcze? Już za zakrętem!
Tuż u celu odbijamy nieco w bok, zachęceni przez wiele obiecującą tablicę „Trzy Kultury. Złoty Widok”, by odwiedzić punkt widokowy. Ostatnim punktem na trasie jest tablica informacyjna „Wędrówki z fraszką”, poświęcona Janowi Izydorowi Sztaudyngerowi. Fraszkopisarz i tłumacz, na którego myśli wciąż natrafiam rozwiązując krzyżówki, przez kilka lat mieszkał właśnie w Szklarskiej Porębie. Nasza meta to dzisiaj Dom Gościnny „Zielarnia” tuż przy czerwonym szlaku.
ul. Kilińskiego w Świeradowie-Polana Izerska – 1 h,
Polana Izerska-Odejście Białej Drogi – 15 min.,
Odejście Białej Drogi-Rozdroże pod Kopą – 55 min.,
Rozdroże pod Kopą-Sine Skałki – 30 min.,
Sine Skałki-Pod Wysoką Kopą – 25 min.,
Pod Wysoką Kopą-Rozdroże pod Izerskimi Garbami – 20 min.,
Rozdroże pod Izerskimi Garbami-Kopalnia Kwarcu Stanisław – 15 min.,
Kopalnia kwarcu Stanisław-Szklarska Droga – 25 min.,
Szklarska Droga-Rozdroże pod Zwaliskiem – 5 min.,
Rozdroże pod Zwaliskiem-Wysoki Kamień – 35 min.,
Wysoki Kamień-Wysoki Kamień skrzyżowanie – 5 min.,
Wysoki Kamień skrzyżowanie-Szklarska Poręba (Górna) – 35 min.

