Od żaby do kosiarki

Jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Ośmielona sukcesem na GSB, idąc za ciosem, postanowiłam przejść kolejną słynną trasę – Główny Szlak Sudecki. I znów w wersji all inclusive, czyli dla burżujów, z podobną taktyką i mottem, że wiele zawdzięczam mężowi. Dzięki temu, że Piotrek woził bagaże, nie musiałam dźwigać ciężkiego plecaka. Gdy ja wyruszałam z punktu A do punktu B, on dojeżdżał do punktu B. Tam na parkingu zostawiał auto i szedł w moim kierunku. Spotykaliśmy się w bardziej lub mniej umówionym miejscu na szlaku. Jak zwykle wyprawie towarzyszył dreszczyk emocji, niepewności, a na koniec radość z osiągniętego celu. Choć GSS jest o wiele bardziej cywilizowany niż GSB, nie ma w sobie dzikości, tajemniczości, wyczynowości poprzednika (za to tony asfaltu, które potrafią zabić), uważam, że warto go przejść. Poznacie mnóstwo ciekawych historii i zobaczycie wiele pięknych miejsc, do których będziecie chcieli wracać!

Dzień I: Świeradów-Zdrój-Polana Izerska (9,5 km)

Rzecz o oszczędnych sknerusach, którzy nigdy w życiu nie wydali złotówki na górskie kolejki. Własne nogi ich nie lubią.

Krótki dystans na rozruszanie: wejście na Stóg Izerski, przemaszerowanie na Polanę Izerską i zejście do Świeradowa. Wycieczka raczej w stylu dystyngowanym, a nie długodystansowym, właściwa kuracjuszom z uzdrowiska, a nie wyczynowcom. Ale od początku.  

Z Konina do Świeradowa-Zdroju docieramy autem w południe. Mamy więc kilka godzin, by je w sensowny sposób wykorzystać (godziny, nie auto. To nie film „Titane”). Znów wstrzeliliśmy się w koniec długiego weekendu, by uniknąć tłumów. Kiedy wszyscy szykują się do powrotu, my rozpoczynamy kolejną wielką przygodę. Początkowy plan był taki, by pozwiedzać uzdrowisko, jednak przegrał on z pomysłem na wspólne zdobycie Stogu Izerskiego. Nie wiadomo przecież, ile trafi się okazji, by jakiś odcinek Głównego Szlaku Sudeckiego przemaszerować razem. Trzeba więc korzystać, póki można i szaleć, kiedy czas po temu.    

Bramka startowa GSS w postaci czerwonej kropki znajduje się przy Stacji Kultury, mieszczącej się w budynku dawnego dworca kolejowego przy u. Dworcowej 1. Nie wiem, czy do końca jest to były dworzec, skoro wznowiono połączenia kolejowe do Świeradowa. Do budynku się nie dostaliśmy, ponieważ jest zamknięty w niedziele. Dla zainteresowanych informacja: Miejskie Centrum Kultury, Aktywności i Promocji Gminy czynne jest w dni powszednie od 10.00 do 17.00, a w soboty od 10.00 do 16.00.  Na pocieszenie mogliśmy zobaczyć lokomotywę parową Tp4-217, jednak pieczątki w niej nie było.

Idziemy przez miasto w kierunku Parku Zdrojowego, potem w górę wzdłuż ulicy Parkowej, mijając zabytkowe wille. Naszej czerwonej trasie towarzyszą szlaki czarny i zielony. Świeradów to uzdrowisko jak się patrzy, a swoją sławę zawdzięcza… żabie, która konserwowała się w źródlanej kałuży z dodatkiem radonu. Bad Flinsberg, czyli obecny Świeradów-Zdrój był jednym z pierwszych uzdrowisk, gdzie nie tylko pito, ale również się kąpano. Wprowadzono tutaj kąpiele w wywarze z kory świerku i borowinie. Wody leczyły stany lękowe oraz choroby żołądka i wątroby. Przed laty Świeradów bywał prześmiewczo nazywany Fegebeutel. Nazwa przylgnęła w związku z karczmą, stojącą przy drodze z Mirska. Przybytek ten nie cieszył się dobrą sławą. Fegebeutel w dosłownym tłumaczeniu oznacza czyścisakwę, czyli podróżni puszczani byli z torbami.

Zmierzamy w kierunku Domu Zdrojowego z charakterystyczną wysoką wieżą zegarową. Zabytek słynie z niepowtarzalnej modrzewiowej hali spacerowej, długiej na 80 metrów, zdobionej  piękną roślinną polichromią i witrażami. Nasz wybór padł jednak na wspólne wejście na Stóg (co z nas za wieśniaki z widłami, tfu! kijami), więc nie mamy czasu, by to modrzewiowe cudo zwiedzić. Mam nadzieję, że do Świeradowa uda się nam zawitać ponownie i nadrobić braki. Mijamy sztuczną grotę, w której dawniej funkcjonowała pijalnia wód.

Spod Domu Zdrojowego szlak wiedzie w górę asfaltową drogą. Docieramy do budynków, zwanych, jak nasze sąsiadki: Czeszka i Słowaczka. To kompleks hotelowy, wybudowany w miejscu, w którym do 1945 r. stało niemieckie schronisko Waldbaude. Udaje mi się zdobyć w recepcji pieczątkę i nie ulec pokusie leśnego SPA, basenu, ani restauracji. Stóg wzywa.

Asfalt, którym wiedzie czerwony szlak na strome zbocza Stogu Izerskiego to jednocześnie trasa rowerowa, określana jako jeden z najtrudniejszych podjazdów w polskich górach. Piotrek już w myślach zbiera ekipę chętnych cyklistów. A przed nami blisko pięciokilometrowy marsz. Na szczęście zakosy asfaltowej drogi (Nowej Drogi Izerskiej) ścinamy idąc leśnymi ścieżkami.

Ostatni etap to strome podejście kamienistą ścieżką do górnej stacji kolei gondolowej. Na kilometrowym odcinku pokonujemy 200 metrów przewyższenia. Większość turystów wybrała kolejkę, ale nasza wewnętrzna wielkopolska oszczędność cieszy się z wejścia. Osobiste nogi zaoszczędziły dla nas 148 złotych. Ciekawe, co osobiste nogi myślą o naszej oszczędności?   

Po obejściu stacji kolejki z dobudowywaną atrakcją w postaci tarasu, docieramy do Schroniska na Stogu Izerskim. Budynek wybudowany w stylu śląsko-łużyckim (nieco zmodernizowanym) ma ponad stuletnią tradycję. Choć to jeszcze nie właściwy wierzchołek (jesteśmy na wysokości 1060 metrów n.p.m.), robimy sobie krótki popas na tarasie, podziwiając widoki.  

Od schroniska, razem ze szlakiem żółtym i zielonym, idziemy w kierunku Stogu Izerskiego. Poprzedza go masz telekomunikacyjny, który ustawiono w pobliżu dawnej wieży widokowej. Jej pozostałości wciąż można odszukać. Stóg Izerski (1105 metrów n.p.m.) to jeden z najwyższych szczytów Gór Izerskich. Na jego południowych zboczach z wielu mniejszych strumyków swój początek bierze jedna z największych czeskich rzek – Izera.

Trójkolorowy szlak sprowadza nas na przełęcz Łącznik z Kamieniem Zośki (chyba na pamiątkę hrabiny Schafghotsch). Zielonymi szlakiem w 20 minut dotarlibyśmy na czeskiego Smrka, ale niestety czas nas goni. Mamy więc kolejny powód, żeby tutaj wrócić.

Dalej idziemy już Drogą Telefoniczną (wzdłuż tej trasy biegła dawna linia telefoniczna), używając oczywiście telefonów (nazwa zobowiązuje) do robienia zdjęć. Ten odcinek szlaku to wręcz spacerek. Różnice wysokości są niewielkie, a droga szeroka i wygodna. Aż za wygodna. Z pewnością o wiele bardziej interesujący był wariant sprzed lat, kiedy czerwony szlak wiódł przez Bagienko, Łużec i Świeradowiec. Jednak cenne tereny należy chronić. Nasze oczy i nogi jakoś to przeboleją.    

Po godzinnym niezbyt spiesznym marszu docieramy do Polany Izerskiej, którą dawniej zamieszkiwali drwale. Możemy z niej podziwiać Karkonosze – nasz cel na najbliższe dni.  

Do Świeradowa schodzimy szlakiem niebieskim (Starą Drogą Izerską). Po drodze mijamy źródło Doktora Adama, nazwane tak na część lekarza pracującego na przełomie XIX i XX wieku  w lokalnym uzdrowisku. Dzisiejsza wyprawa zaczęła się od żaby, a skończyła również zwierzęco. Na jednym z nowo budowanych osiedli w Świeradowie w roli ekologicznych kosiarek wystąpiły owce. Strzyżenie z nawożeniem.   

Stacja Kultury-ul. Stawowa – 2 min.,

ul. Stawowa-ul.Zdrojowa – 20 min.,

ul. Zdrojowa-Nowa Droga Izerska – 15 min.,

Nowa Droga Izerska-Czeszka – 10 min.,

Czeszka-Schronisko na Stogu Izerskim – 1 h 30 min.,

Schronisko na Stogu Izerskim-Stóg Izerski – 10 min.,

Stóg Izerski-Łącznik – 15 min.,

Łącznik-Polana Izerska – 1 h,

Polana Izerska-ul. Kilińskiego w Świeradowie – 40 min.