Najsłynniejszy i najdłuższy, ponad 500-kilometrowy znakowany szlak w polskich górach. O przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego marzyłam od dawna. Postanowiłam, że zrobię sobie prezent na 50-te urodziny i przewędruję tę legendarną trasę za jednym nogi zamachem. Wyprawa w moim wydaniu nie miała jednak charakteru ekstremalnego. Dzięki temu, że Piotrek woził bagaże, nie musiałam dźwigać ciężkiego plecaka. Jak skomentowała jedna z osób na szlaku: Taki mąż to skarb! Wychodził mi naprzeciw (dosłownie i w przenośni). Gdy ja wyruszałam z punktu A do punktu B, on dojeżdżał do punktu B, tam na parkingu zostawiał auto i szedł w moim kierunku. Spotykaliśmy się w bardziej lub mniej umówionym miejscu na szlaku. Podczas wyprawy nie spieszyłam się – trasę podzieliłam na 24 odcinki. Starałam się przy tym, by nie przekraczały one 30 kilometrów dziennie. To moja norma, po której wiem, że dam radę wstać z łóżka. GSB to była wspaniała przygoda i najpiękniejsza wyprawa, w jakiej do tej pory brałam udział. Wyprawa życia!
Dzień XIII: Krynica-Zdrój-Ropki (23,8 km)
Rzecz o czołganiu, jak również: zakazie picia, grania w karty o pieniądze i czynienia nieprzystojnych swawol.
Pora porzucić gościnne Piwnicznej progi i wrócić na szlak. Na dzień dobry trzeba wspiąć się pod Górę Krzyżową, ominąć wierzchołek i tak samo potraktować Holicę, to znaczy również ją ominąć. Poniżej szlaku widać cerkiew w Krynicy. Szlak prowadzi teraz ulicą Halną do głównej szosy. Choć to wczesna pora, już jest gorąco. Zapowiada się kolejny upalny dzień.
W centrum szlakowskaz informuje, że na Huzary 1 h 30 minut, natomiast do Izb – 4 h 45 min. Nie mam gdzie podbić pieczątki, bo punkt Informacji Turystycznej jeszcze zamknięty. Wędrując deptakiem jednego z najpopularniejszych uzdrowisk przez chwilę mogę poczuć się jak kuracjuszka. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek nastąpi moment, że zamienię spacer długodystansowy na dystyngowany? Mijam Łazienki, Pijalnię Wód, Stary i Nowy Dom Zdrojowy oraz umiejscowione na drugim brzegu potoku Kryniczanka przedwojenne wille.
Nowy Dom Zdrojowy to największy budynek sanatoryjny zrealizowany w Krynicy w przededniu II wojny. Powstał według projektu prof. Witolda Minkiewicza, rektora Politechniki Lwowskiej. Wnętrza utrzymane są w stylistyce marynistycznej, choć jesteśmy w górach.
Natomiast w Willi Tatrzańskiej kręcono część scen „Zazdrości i medycyny”. Działał tu zakład szewski Tomasza Kochańskiego, który uszył księżniczce holenderskiej, bawiącej tu w podróży poślubnej, piękne zimowe kozaczki. Oczywiście nie posiadam takiej wiedzy. Studiowałam jedynie tablice informacyjne umieszczone po drodze.
Jeśli Krynica, to oczywiście związany z nią, znany malarz prymitywista Nikifor, czyli Łemko Epifaniusz Drowniak. Mijam jego pomnik autorstwa Czesława Dźwigaja. Artyście, siedzącemu z pędzlem w dłoni na murku, towarzyszy bezpański pies
Idę ulicą Pułaskiego. W pewnym momencie szok – wyprzedza mnie senior również z kijami. Z tym że jego kije są mniej więcej mojego wzrostu. Jeden jego krok to moje dwa. Czy takie nogi są do wypożyczenia? Po drodze mogę rzucić okiem na kolejny znany budynek. To pensjonat Patria (Ojczyzna), słynnego tenora i miłośnika Krynicy – Jana Kiepury. Obiekt wybudowany w 1933 roku odwzorowywał najnowocześniejsze hotele szwajcarskie i austriackie. Były tu windy, centralne ogrzewanie, centrala telefoniczna, taras widokowy na dachu i obrotowe drzwi wejściowe. Słowem – luksus. W sumie u mnie też luksus: nie dźwigam całego dobytku, tylko plecak z rzeczami niezbędnymi na szlaku.
O tym, że dotarłam pod stok Huzarów obwieszcza inny budynek. Przy czerwonym szlaku stoi dom wypoczynkowy Huzar. Okazuje się, że kiedyś należał do ZNP, a może nadal należy? Hmmm, to dlaczego, jako dziecko oświaty, nigdy nie przyjechałam tu z rodzicami? W kółko Ustka i Ustka. Teraz za to góry i góry 🙂
Tuż za Huzarem (domem wypoczynkowym), skręcam w lewo na ścieżkę wiodącą do lasu. Na Huzary (górę) mam 45 minut marszu, a do Mochnaczki – godzinę i 45 minut. Tędy prowadzi również szlak niebieski na Dzielec i dalej na Lackową, najwyższe wzniesienie w Beskidzie Niskim.
Góra Huzary dawniej w nazewnictwie łemkowskim funkcjonowała jako Czerteż, co oznacza wykarczowany obszar. Według przekazów ludności, w 1770 roku Kazimierz Pułaski stoczył na jej zboczach bitwę z wojskami rosyjskimi, a w dowód wdzięczności za męstwo huzarów węgierskich (prywatna zaciężna gwardia), nazwę góry zmieniono na Huzary. U jej podnóża znajdowała się osada, w pobliżu której jeszcze długo znajdowano broń, elementy wyposażenia oraz kości pochowanych powstańców. To znów nie ja, tylko tablica. Znajdują się na niej również rady, jak winien prowadzić się żołnierz: nie grać w karty o pieniądze, nie pić, z kobietami nie czynić nieprzystojnych swawol. To zupełnie jak turysta na szlaku.
Początek podejścia jest dość stromy, potem można się przyzwyczaić. Żart. Potem jest już łagodniej. Trasa wiedzie leśną, momentami wręcz spacerową drogą. Jednak pewien wysiłek w zdobycie ostatniego szczytu w Beskidzie Sądeckim trzeba włożyć, bo przewyższenia jest aż 250 metrów, a to sporo jak na taką górkę.
Tuż pod wierzchołkiem dołącza szlak żółty, biegnący wokół Krynicy. Stąd na szczyt kwadrans. I wreszcie jest tabliczka – Huzary 864 metrów n.p.m. Na trasie spotykam dwie osoby, które Główny Szlak Beskidzki podzieliły sobie na raty. Opowiadam, że Jaworzyna Krynicka rozkopana.
Zejście z Huzarów jest bardzo strome, a ostre nachylanie kończy się w dolince wyschniętego strumyka. Ścieżka przechodzi w drogę gruntową, która niebawem wychodzi z lasu na łąki w okolicach Mochnaczki Niżnej. Żegnam się z szeroką drogą, przetartym szlakiem oraz cywilizacją. Idę ścieżką przez łąki i pola, z jednym przeczołganiem się pod elektrycznym pastuchem.
Beskid Niski słynie z błota, jednak susza spowodowała, że poziom wód się obniżył. Przez potok Mochnaczka da się przejść bez zmoczenia butów. Co na to zapasowe skarpety i ręcznik, które wzięłam ze sobą? Przekraczając ciurkającą wodę przekraczam granicę dzielącą Beskid Sądecki i Niski. Jestem we wsi Mochnaczka Niżna. Maszeruję przy drodze krajowej nr 75. Jest sobota, więc nie ma dużego ruchu. W przeciwną stronę wędruje samotna kobieta z wielkim plecakiem. Pozdrawia mnie okrzykiem: „Witaj, Wędrowcze!”.
Zaraz za przystankiem autobusowym czerwony szlak prowadzi w górę polną drogą. Idę jednak parę kroków dalej, by zobaczyć miejscową cerkiew. Mam szczęście i mogę wejść do środka, bo świątynia jest otwarta, wewnątrz sprząta zakonnica. Dawna cerkiew greckokatolicka pw. Św. Michała Archanioła zbudowana została w 1848 roku. Najstarszym w całości zachowanym zabytkiem jest ikonostas barokowo-klasycystyczny z przełomu XVII i XVIII wieku. Po akcji Wisła to prawdziwa rzadkość.
Wracam na szlak. Ścieżką podchodzę na szerokie odsłonięte wzgórze. Odwracam się, by podziwiać widoki. Idę dalej, podchodząc coraz wyżej w okolice pierwszego wzniesienia Beskidu Niskiego – Swarne. Jakbym wkraczała do innego świata. Jeszcze nie tak dawno byłam w gwarnej Krynicy, a teraz cisza. Wokół bezkres zielonych łąk, ciemne zbocza zalesionych szczytów. Po prawicy wyrasta Lackowa. Rzadko rozpoznaję górki, jednak ta jest wyjątkowa.
Przecinam drogę wiodącą do wsi Czyrna. Szlakowskaz niesie wieść, że mój cel, czyli Ropki to tylko 2 godziny i mały kwadransik marszu. Przez łąki schodzę łagodnie w kierunku Banicy. Pod koniec idę korytem strumienia, gdzie spotykam Piotrka. Oczywiście prowadzi konwersację z dwojgiem turystów, których od jakiegoś czasu widziałam daleko na przedzie. I jak zwykle robi mi reklamę.
Mozolnie wdrapujemy się na przełęcz pomiędzy szczytami Sołdywiec i Hirki. Im bliżej grzbietu, tym widoki coraz ładniejsze. Zielony bezkres i dzikość. Znów czuję się zwolniona z obowiązku pilnowania czerwonych znaków. Zdaję się na Piotrka – tak mam dobrze.
Nasz szlak omija zaznaczone na mapie Izby. Nagle dostaję olśnienia. Właśnie z tej wsi startowaliśmy na Lackową kilka lat temu. Łąki, zagajniki, las. Szutrową drogą maszerujemy ponad doliną potoku Lipka. Na trasie spotykamy rowerzystów (trasa w sam raz na dwa kółka) oraz, świetnie wyposażony, schron turystyczny Lipka (610 m n.p.m.). Nawet książki w nim są! Leśna droga kończy się na przełęczy Czerteż (750 m n.p.m.), między Zieloną Lipką a Wnyskami.
Z przełęczy ścieżka wiedzie bardziej stromo. Schodzimy ponad dolinką Potoku Polczyn. Wkrótce dochodzimy na skraj dużej łąki, na której leżą bele siana i stoi samotny dom. Piotrek mówi, że to już prawie Ropki.
Mijamy skrzyżowanie z żółtym szlakiem na Ostry Wierch, wiatę turystyczną, łemkowski krzyż datowany, o ile dobrze widzę, na 1909 rok. Przy drodze tablica w dwóch językach z napisem Ropki. Szutrową drogą wzdłuż potoku Ropka idziemy do celu na dziś – gospodarstwa Siwejka, które swoją nazwę zawdzięcza pobliskiemu szczytowi. Jak tu pięknie! Wreszcie można zdjąć buty i odpocząć.
Krynica Czarny Potok-Krynica Centrum – 1 h 10 min.,
Krynica-Huzary – 1 h 30 min.,
Huzary-Mochnaczka NIżna – 1 h,
Mochnaczka Niżna-Banica – 1 h 10 min.,
Banica-Ropki – 2 h 10 min.

